Powrót do strony głównej

Wieża nienawiści



Autor : Jacek Ross



Część I


"Gorzki smak przygody"

-1-

       Dobiegał świt. Anaximander spojrzał ponad drzewa - niebo było jeszcze ciemne, lecz gwiazdy były już niewidoczne. Zgasił butem resztki tlącego się ogniska i wszedł do namiotu. Jego towarzysze jeszcze spali. Popatrzył na nich przez chwilę i kolejny raz wrócił pamięcią do wydarzeń, które go z nimi złączyły...

       Ich wspólna przygoda rozpoczęła się dwa miesiące temu w tawernie w Calunorr. Anaximander znalazł się tam przypadkiem. Po prostu po męczącej nocnej służbie, w trakcie, której kilkukrotnie musiał wraz z grupą podwładnych uspokajać pijaną hołotę, miał ochotę w spokoju i samotności napić się piwa. Wszedł do tawerny zdecydowanym krokiem, rozejrzał się i nie zwracając większej uwagi na klientów gospody zamówił napitek po czym usiadł przy małym stoliku w jednym z rogów sali. Ranek w tawernie był spokojny i nie licząc niewielkiej bijatyki wywołanej przez pijaną służbę nie działo się nic szczególnego. Karczmarz stał znudzony przyglądając się leniwie towarzystwu i ożywiając się od czasu do czasu na widok rzuconej w jego kierunku złotej monety. W tej sennej atmosferze Anaximander dość szybko odciął się od świata przestając zwracać uwagę na jakiekolwiek dźwięki dochodzące do jego uszu i koncentrując się na docieraniu do coraz głębszych przestrzeni kufla zatopił się we własnych myślach.

       Jednak w ten dzień nie dane mu było spokojnie dokończyć degustację złotego trunku i wyjść. Sącząc cierpki napój nawet nie zastanawiał się, że za chwilę rozegra się scena, która zmieni jego życie. Wydarzenia potoczyły się błyskawicznie... Zaczęło się od pojawienia się tajemniczej postaci w szarym płaszczu - niepozornego na pierwszy rzut oka wędrowca skrywającego twarz pod przepastnym kapturem. Stanąwszy w otwartych drzwiach nieznajomy rozejrzał się wolno po sali, zmierzył wzrokiem wszystkich obecnych i nagle niespodziewanie dobył miecza. Anaximander zapamiętał go na zawsze : długi, dwuręczny miecz, ozdobiony bogato kamieniami szlachetnymi, z wygrawerowanym smokiem na rękojeści i jakimiś dziwnymi znakami wymalowanymi wzdłuż ostrza. O takim mieczu zwykły żołnierz mógł tylko pomarzyć. Wędrowiec podniósł go w górę, miecz niespodziewanie rozbłysnął światłem i... potoczyły się odcięte głowy, trysnęła krew, podniosły się krzyki... Anaximander także chwycił miecz, lecz widząc, że nieznajomy odwrócił się do niego tyłem i ruszył w kierunku przeciwległego kąta sali opuścił go i zatrzymał się. Przybysz podszedł do stolika, przy którym siedziało troje ludzi. Jak się później okazało byli to przyszli współtowarzysze żołnierza : Jenekee - najemniczka z kraju Pikan, Feodoric - czarownik i doradca namiestnika Calunorr oraz Thissa - wojowniczka pochodząca z rasy Slithów. Wszyscy troje poderwali się ze swoich ław i wyciągnęli broń. Walka zapowiadała się niezwykle ciekawie, jako że zaatakowani byli ludźmi nawykłymi do walki. Widać to było już na pierwszy rzut oka, toteż żołnierz sądził, że bez trudu odeprą atak. Wędrowiec tymczasem wyciągnął do przodu lewą dłoń - wystrzeliło z niej czerwone, pulsujące światło i tylko szybka reakcja Feodorica uratowała Jenekee przed niechybną śmiercią. Czarownik podniósł swą dłoń w górę a z jednego z jego pierścieni wydostał się błyskawicznie niebieski promień, który odbił światło napastnika w bok. Anaximander z podziwem zanotował w pamięci siłę wybuchu spowodowaną energią światła - jedna ze ścian dosłownie przestała istnieć. W tej samej chwili Jenekee i Thissa z dzikimi okrzykami ruszyły na nieznajomego... Starły się miecze i włócznia Thissy... Szczęk oręża, błysk stali, okrzyki walczących, tajemnicze mantry Feodorica - ta scena, choć rozegrała się w mgnieniu oka została w pamięci Anaximandra na długo. On jako zwykły żołnierz, choć jeden z najlepszych w swoim fachu, nie widział jeszcze nigdy takiej walki. Wojny, najazdy, oblężenia, turnieje, pojedynki - to był chleb powszedni gwardzistów namiestnika Calunorr. A tu walka przy użyciu prawdziwej magii. To było coś...

       Jednak tego wieczoru nie dane było Anaximandrowi pozostać tylko obserwatorem. Walka dość szybko zbliżyła się do rozstrzygnięcia. Nieznajomy wymówił zaklęcie, którego działania nie zdołał zniwelować Feodoric i Jenekee padła na ziemię niczym rażona piorunem. Jednocześnie po kolejnym potężnym ataku ogromnego miecza włócznia Thissy pękła na pół. Młoda wojowniczka cofnęła się pod ścianę do również sparaliżowanego czarami Feodorica. Tajemniczy wędrowiec zatrzymał się i przemówił :

Jego głos był przerażający : chrapliwy i cierpki, syczał, charczał i drgał w powietrzu z nieznośną dla ludzkiego ucha częstotliwością. Słuchając go Anaximander czuł jak przenika go lodowate zimno. Choć nie należał do ludzi strachliwych, postanowił nie czekać na dalszy rozwój wydarzeń i ruszył cicho do wyjścia. Nie zależało mu na tym by zginąć tego ranka w obskurnej tawernie z ręki nieznanego wędrowca. Zatrzymało go jednak rozpaczliwe wołanie Thissy :

       Stanął w pół drogi - dotąd znajdując się w najciemniejszym kącie sali mógł być niezauważonym obserwatorem. Teraz stał w samym środku zdewastowanego pomieszczenia pomiędzy zakrwawionymi ciałami i połamanymi stołami. Jakieś dziesięć metrów od diabolicznego nieznajomego, który zwróciwszy na niego uwagę obrócił głowę i zacharczał piekielnym, niskim głosem. Zabrzmiało to jak wyraźne ostrzeżenie by żołnierz nie mieszał się do nie swoich spraw, lecz Anaximander nawet nie zdążył drgnąć, gdy wykorzystując sytuację Thissa wyciągnęła przypięty do nogawki sztylet i rzuciła się do dramatycznego ataku... Zaatakowany stwór odwrócił głowę w ułamku sekundy i w tym samym momencie zrobił błyskawiczny ruch mieczem odparowując atak Thissy. Jego szybkość była wprost niesamowita - jakby myślał i czynił jednocześnie. Wzniósł miecz do góry, zrobił zamach by zabić Thissę i... Anaximander nie mógł spokojnie odejść i pozwolić na rzeź :

       Wyciągnął przypięty przy pasie nóż i rzucił w potwora. Nóż tylko odbił się od niego i spadł na podłogę. Zwróciło to jednak uwagę nieznajomego i o to tylko chodziło Anaximandrowi. Nie czekając na reakcję rzucił się na ziemię i przetoczył pod pobliską ścianę. W samą porę, bo napastnik strzelił czerwonym światłem i w miejscu gdzie przed chwilą stał żołnierz pozostała tylko kupka popiołu po zwęglonych deskach podłogi. Teraz żołnierz rzucił w wędrowca dzbanem z piwem i natychmiast odskoczył w inne miejsce. I znów błysnęło światło. Pobliska ściana zapadła się z hukiem, a wraz z nią kawałek dachu. Pomieszczenie pokryło się chmurą gęstego dymu ograniczającą widoczność. Gdy nieznajomy ruszył w kierunku Anaximandra, ten wytężył mięśnie, podniósł ciężki, okuty żelazem stół i rzucił w niego, lecz na nic - stół roztrzaskał się pod ciosem potężnego miecza. Widząc ogromną siłę przeciwnika żołnierz starał się unikać jak najdłużej walki i choć sam nie wiedział co zamierza zrobić to czuł, że czas działa na jego korzyść. Robił uniki i uskakiwał przed niosącym śmierć promieniem wystrzeliwanym przez wędrowca. Instynkt go nie zawiódł - czary, które paraliżowały Jenekee i Feodorica przestały w końcu działać.

       Stali teraz w czwórkę wokół napastnika w półmroku, dymie i kurzu nie widząc dalej niż na dwa metry. Anaximander ruszył na niego od przodu z mieczem w ręku, Jenekee również z mieczem w dłoni i Thissa z kawałkiem włóczni od tyłu. Nieznajomy wzniósł wyprostowaną dłoń do góry i nagle jakaś niewidzialna energia odrzuciła Anaximandra do tyłu. Uderzył z impetem o ścianę i stracił przytomność...

       Obudził się w lesie... Stali przy nim wszyscy troje i przyglądali mu się z niepokojem. Uspokoili się jednak gdy zobaczyli, że odzyskał przytomność. Z ich relacji dowiedział się dalszego przebiegu walki : Jenekee uderzyła nieznajomego od tyłu mieczem, lecz nie zdołała przebić jego zbroi. To samo magiczne uderzenie, które odrzuciło Anaximandra przewróciło ją także na podłogę. Na szczęście w tej samej chwili Thissa z odłamkiem w ręce skoczyła na niego. Wbiła go wprost w czerń kaptura skrywającą twarz potwora. Ten zaryczał piekielnym głosem, wzniósł dłoń do góry, zrobił nią dziwny gest i... zniknął.

       Anaximander słyszał różne rzeczy o Poszukiwaczach Przygód. Większość ludzi nazywała ich po prostu najemnikami, ale oni sami woleli nie używać tej nazwy. Zorganizowani w niewielkie, kilkuosobowe grupy i wynajmowani przez władców, wykonywali najniebezpieczniejsze zadania szybko, dyskretnie i skutecznie. Zabijali potwory, likwidowali bandy zbójców, penetrowali niezbadane przez ludzi tereny, lecz często także dokonywali sabotażu w sąsiednich królestwach, porywali ludzi i okradali skarbce. Królowie nie chcąc wdawać się w otwarty konflikt z sąsiadami nieraz woleli wynająć grupę Poszukiwaczy Przygód, którzy po cichu przeniknęli do stolicy i zabili ważnego oficera, wysadzili spichlerz, albo wyczyścili skarbiec. Sukces oznaczał dla nich świetny zarobek, lecz w razie niepowodzenia kończyli marnie i nikt się do nich nie przyznawał. Życie Poszukiwaczy Przygód, choć często bardzo krótkie, pełne było niespodzianek, skarbów, walk, podchodów i niebezpieczeństw. Dziś tylko mech porasta bezimienne groby śmiałków pokonanych przez śmierć na niedostępnych dzikich pustkowiach. Z drugiej jednak strony ci, którzy przeżyją dorabiają się fortuny i sławy opiewanej w pieśniach bardów...

       Również kult Godona był znany Anaximandrowi. Jako dowódca patrolu nieraz wraz ze swoimi ludźmi rozbijał kryjówki wyznawców tego byłego czarnoksiężnika. Godon, niegdyś jeden z najważniejszych doradców króla został wygnany po nieudanej próbie zamachu na swego władcę. Został potem zabity przez grupę Poszukiwaczy Przygód, jednak jego wyznawcy nadal utrzymywali, że ich pan żyje. Kult zdelegalizowany i intensywnie zwalczany w całym królestwie Horamoe ciągle zyskiwał nowych wyznawców. Stał się prawdziwym utrapieniem także dla namiestnika króla w Calunorr.

       Anaximander zawsze z ochotą zgłaszał się do akcji przeciwko czcicielom Godona, które były właściwie jedynym urozmaiceniem służby wojskowej w tym spokojnym mieście. Inni dziękowali Bogom, że przyszło im tu służyć jednak Anaximander zaczynał się już nudzić. Dosłużył się stopnia kapitana, lecz czuł, że to nie to - nie tak chciały spędzić życie. Poszukiwacze Przygód od dawna rozpalali jego wyobraźnię.Czuł, że i w jego żyłach płynie niespokojna i awanturnicza krew. Trudno się dziwić, że bez wahania przyjął propozycję Jenekee...

       Na początku podchodzili do niego z dystansem, nie wiedząc czy można mu zaufać. Nie wyjawili mu nawet dokładnego celu misji. Zamiast tego przez kolejnych 8 tygodni po wyruszeniu z Calunorr krązyli po terenach rolniczych stopniowo jednak zbliżając się do niezamieszkałych, porośniętych lasami wzgórz na południu królestwa. Od czasu do czasu wykonywali różne misje, a to rozbili obóz bandytów, to znów na zlecenie wójta jednej z wiosek oczyścili jaskinię pełną goblinów. Były to ciekawe przygody, lecz wiadomo było, choć żadne z nich nie mówiło tego wprost, że to dopiero przedsmak tego co ich czeka. Anaximander nie miał wątpliwości. To był okres testowy - sprawdzali czy nadaje się do grupy. Dopiero gdy dotarli do dzikich terytoriów żołnierz dowiedział się jaki dokładnie jest cel ich misji. Poczuł wtedy, że został zaakceptowany i przyjęty do grupy.

       Wędrowali teraz już prostą drogą do rozległych bagien rozciągających się za górami pokrywającymi południową granicę królestwa. Było to miejsce, do którego ludzie rzadko się zapuszczali a jeśli już to nieczęsto wracali z niego żywi. Prowadząc śledztwo Poszukiwacze Przygód usłyszeli informację mówiącą o pojawieniu się w tamtej okolicy tajemniczej wieży. Wieża podobno pojawiła się z dnia na dzień co oznaczałoby interwencję magii. Feodoric podejrzewał, że ma to coś wspólnego z kultem Godona, a mając w pamięci niebezpieczne praktyki, jakich dopuszczał się czarownik królestwu mogło grozić niebezpieczeństwo. Zbadanie tajemniczej wieży było właśnie zdaniem, które otrzymali od namiestnika Calunorr. Ze względu na niepewną sytuację polityczną i konflikty z sąsiadami namiestnik nie mógł wysłać w te rejony oddziału wojska. Powierzył więc tę misję grupie Poszukiwaczy Przygód. Była to misja z gatunku najniebezpieczniejszych i najwyraźniej słudzy Godona już o niej wiedzieli - dowodziło tego zajście w gospodzie. Jak wytłumaczyła potem Anaximandrowi Jenekee napastnik był demonem przywołanym przez wyznawców Godona. Żołnierza ta sprawa intrygowała coraz bardziej. Demony ? Myślał kiedyś, że to tylko brednie wymyślone przez kapłanów żeby straszyć pospólstwo i dzięki temu kierować nim. A teraz przyszło mu z tym walczyć. Niebezpieczeństwa jakie mogły na niego czyhać w dalszej drodze, choć nie był w stanie sobie ich nawet wyobrazić, nie przerażały go, lecz wprost przeciwnie pociągały coraz bardziej. Czy jednak przyłączenie się do Poszukiwaczy Przygód było dobrym pomysłem ? Czas pokaże...

       Anaximander spakował swoje rzeczy i obudził współtowarzyszy. Byli gotowi do drogi. Przyszłość miała ich zaprowadzić do sławy i bogactw, lub... szybkiej i anonimowej śmierci.

Rozdział 2 Rozdział 3 Rozdział 4

Jeśli masz uwagi pisz na adres:

Powrót do strony głównej